Archiwum dla Smells like teen spirit

Przepis na sukces

Posted in O muzyce inaczej with tags , , on 24 Maj, 2008 by headphonesporno


A oto i On-Kurt Donald Cobain. Wielki mistrz. Bóg. Geniusz. Ikona. Klęknijcie! To on przecież założył Nirvane- najgenialnijeszy zespół na świecie. To on napisał genialne”Smells like teen spirit”. To on któregoś pięknego dnia zabarykadował się w domu i w genialny sposób strzelił sobie w łeb, zostawiając kochającą żone i dziecko. Ale to nic, oni zrozumieją. Tak jak my. Bo Kurt był geniuszem przecież. Spójrzcie ile na świecie jest koszulek z nim, plaktów, domowych ołtarzyków i ludzi którzy znają na pamięć „Smells like teen spirit” a ile umie to zagrac na gitarze!
Wiecie czemy Cobain jest sławnym panem bogiem, męczennikiem ze strzykawką heroiny na plecach? Bo fajnie i młodo umarł. A w zasadzie się zabił. A w zasadzie to nie wiadomo i to chodzi .Jakże rzeczywiście genialnym zabiegiem byłoby strzelenie sobie w łeb tak, żeby nikt nie widział. Tak, by powstało milion rozmyślań, czy aby na pewno samobójstwo, czy czasem ktoś go nie zabił (okropny musi byc los elektryka który znalazł jego ciało…). Gdyby Cobain w jakiś tam sposób nie zginął, skończyłby następująco: Kurt pokonał by swoje uzależnienie od heroiny, dostał by wielkiego oświecenia a następnie wytatuowałby sobie wielki krzyż na plecach i zaczynał śpiewać o Jezusie. Nirvana grałaby dalej, wydali jakies tam kolejne płyty, które w pewnym momencie zaczęłby by być gorsze jedna od drugiej. Któregoś słoneczengo dnia dwudziestego pierwszego wieku Kurt Cobain ogłosiłby chwilowe zawieszenie działalności The Nirvany, gdyż chciałby poświęcić troche czasu aktorstwu; wystąpiłby u boku tego iodtycznego aktora z „Poznaj mojego tatę”, potem jeszcze jakiś gościnny udział w jury w programie „Jak oni jeżdżą na hulajnogach”(„How do they ride on scooters”). Po drodze sprzedałby sie do reklamy MTV i naturalnie wziął rozwód z Courtney Love. Któregoś dnia weszlibysmy na Onet.pl i przeczytali, że Kurt Cobain wziął i umarł na raka prostaty. Ale jednak…
Gdyby Kurt umarł po bożemu nie było by dyskusji. Nie było by ołtarzyków na szafkach zbuntowanych nastolatek i takiej ilości koszulek na ulicy. Byłby zmarłym szanowanym muyzkiem, a nie herosem nawet dla ludzi znających tylko „Smells…”. Oto przepis na sukces: trzeba umrzeć śmiercią tejemniczą, wplątać w to narkotyki i dużo pisać o śmierci w tekstach piosenek, tak by wszyscy się potem pukali w głowy ” Jak my mogliśmy tego nie zauwazyć!?” i obarczać się winą, że nic nie zrobili.
Ok. Nie myślcie, że nie lubię Nirvany. Maja parę dobrych (tylko dobrych) piosenek. Jako riposte na ten post ktoś może napisać że Kurt przecież miał naprawdę dobrę teksty albo był świetnym gitarzystą (leworęcznym na dodatek!). Tak, niektóre teksty mu wyszły, ale nie jest to szczyt liryki śpiewanej, a gitarzystą wcale nie był takim dobrym.
Mimo wszystko szanuję Kurta bo był muzykiem. A muzyków trzeba szanować, czyż nie?
  
Szadi
 
 
%d blogerów lubi to: