Archiwum dla Odd Blood

Yeasayer – Odd Blood

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on 19 lutego, 2010 by headphonesporno

Nie ma nic lepszego niż chujowa płyta ulubionego zespołu. PYTOZA

Machina doszła do przełomowych konkluzji,  które brzmią: „Nie wszystkim na dobre wychodzi zmiana stylistyki, zwłaszcza na drugiej płycie, jednak Yeasayer zrobiło to naprawdę dobrze„. Czuję się coraz bardziej załamany widząc, że większości ludzi „Odd Blood” się  podoba…

A co do zmiany stylu, zastanawialiście się kiedyś co stało by się gdyby Avey Tarey i Noah Lennox pewnego pięknego słonecznego dnia doznali olśnienia i zaczęli grać country i układać piosenki o zabawie w Kansas City, albo o uprawianiu pszenicy i o tym, że ich kumpel ma nowy ciągnik? W sumie nie zdziwiłbym się, gdyby Yeasayer do swojej ostrej kosmicznej elektro napierdalanki zaśpiewali o dzidach laserowych, a Machina by na to: ” nie wszystkim na dobre wychodzi śpiewanie o dzidach laserowych, jednak Yeasayer wykonał to na medal„. Próżno szukałem „Odd Blood” coś co przypominało by starego dobrego Yeasayera, którego  lubiałem i pochłaniałem godzinami. Powodem może być moda i ekspansja muzyki elektronicznej, troche awangardowej ale przede wszystkim experymentalnej: Grizzly Bear, Animal Collective czy chodźby Atlas Sound… Różnica taka, że oni wypracowywali swoje charakterystyczne brzmienie latami i nie popadli w skrajność, która co najlepsze jest na „Odd blood” słyszalna i, co komiczne, wychwalana. Kawałek promujący album to  „Ambling Alp”- przecietna kupeczka która trwa 4 minuty. 4 minuty przeciętnego rytmu, który w kółko się powtarza. Tak, niech teraz ktoś powie ze tutaj chodzi o trans i pulsacje , o mistyczne wprowadzenie sluchacza w stan oscylacji i osłupienia umysłu, o jebnięcie z dzidy laserowej!  Odnośnie zawartosci tego kału, kawałek otwierający płytę zwie się „The Children”. Machina pewnie by powiedziała: „Nie wszystkim inspiracja Crystal Castles wychodzi na dobre, ale Yeasayer zrobił to na medal”. Następny hicior  to „Love Me Girl” zaczynający się trochę Avant- synth- popowo z takim elektro wokalem „uuuUUuuuu  yyyyuuu”. Reszta płyty to dla mnie zagadka, której nie potrafię rozgryźć… „Rome”, ” Strange Reunions”, „Mondegreen”  są dla mnie nie osiągalne jako słuchacza, gwałcą moje poczucie estetyki w ten sposób, że nawet na oscyloskopie w winampie  mi kutasy migają. Wracając do toposu i konkluzji początkowej, z ręką na sercu przyznajcie się czy znacie zespół, który w taki agresywny sposób zmienia podejście do muzyki.A może trzeba ich cenić za to, że faktycznie nie starali się zrobić tego samego i udowodnić, że odnajdują się wyśmienicie w każdych muzycznych ramach… Mhm, szkoda że NIE udowodnili, bo zgubiła ich brawura…  Pozostaje druga opcja, panowie z Yeasayer to rzeczywiście geniusze którzy sie nie kićkają i odrazu po debiucie wydają na świat płytę, która stylistycznie byłaby przez innych dopracowywana około 7 lat. Yeasayer = Demiurg ?  Najbardziej żałuję, że nie usłyszałem ludzi którzy potrafią grać na instrumentach czerpiąc z tego radość; ludzi potrafiący się dogadać i poskładać do kupy trudne a jednocześnie lekkie i przejściowe kompozycje z bogatym instrumentarium. Teraz takie coś graniczy z cudem, a cuda już  wymieniłem wyżej.

http://www.youtube.com/watch?v=t4LGv5L_460 Nie wchodźcie

Tapczan

%d blogerów lubi to: