Archiwum dla My Brightest Diamond

Jedna krótka, jedna dluga i trzy w paru zdaniach bo spać iść trzeba.

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , , , , , , , , on Październik 30, 2011 by headphonesporno

Alva Noto & Ryuichi Sakamoto – Summvs

Zdaje się, że przygodę z tym duetem zacząłem od dupy strony, bo to już trzecie dziecko tego niemiecko-japońskiego, męskiego duetu. Alva Noto czyli niemiecki  perfekcjonista po uszy zakochany w analogowej elektronice (w końcu aus Deutschland)  i japoński kompozytor Sakamato nagrali materiał, który nie wyobrażam sobie puszczać wcześniej niż po północy, w czyimś innym towarzystwie jak tylko w samotności i w innym świetle jak w półmroku. Noto kocha trzaski  i szumy, Sakamoto tantryczny petting z klawiaturą pianina, oboje zaś kochają ciszę, lecz w rezultacie Summvs NIE brzmi jak 45 minutowy lek na bezsenność. Jest tu ukryty olbrzymi potencjał. Ukryty zarówno gdzieś w niepewności, napięciu budowanym przez laptop Alva, jak i pod każdym młoteczkiem fortepianu Ryuichi. Summvs to zderzenie dwóch pięknych światów: subtelnego minimalu i pełnej tajemniczości muzyki klawiszowej. Konicznie sprawdzę jak prezentują się dwa poprzednie wydawnictwa duetu, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest duża szansa, że Summvs zostanie jeszcze pod koniec grudnia przywołane na tym blogu. 8.4/10

kssszzzzzz

Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach – Karmelki i Gruz

<teskt pisany ok. 22:00> Miałem mieszane uczucia po pierwszym przesłuchaniu i mam je wciąż teraz, po dziesiątym odsłuchaniu. KDZKPW wrócił po (za) długiej przerwie i nie wiem, czy aby czasem chłopaki nie pozapominali jak grać się powinno w Kombajnie.

<tekst pisany ok.23:00 po jeszcze jednym, bardzo dokładnym odsłuchaniu> Nie, nie, nie, cofam i przepraszam. Karmelki i Gruz to jednak dzieło wybitne, choć nie tak rewelacyjne jak wydania poprzednie. Kombajn wrócił i każdy, kto kochał Ósme Piętro i Lewą Stronę Literki M odnajdzie się i wśród Karmelków i Gruzu. Przerwa nie sprawiła co prawda, że jest tu lepiej niż było, jest co najwyżej tak samo, ale to nic złego. A czemu mi sie tam wkradło „co najwyżej”? Bo Zagański z kolegami zaczęli strasznie kombinować w kompozycji. Nie żeby wcześniej tego nie robili, ale chyba za bardzo skupili się na (momentami mam wrażenie, że trochę na siłę) obligatoryjnej niebanalności strukturalnej utworów, zabijając po części brzmieniową płynność, która przecież, wcale nie oznacza niczego złego (drugi album KDZKPW w tym momencie puszcza oczko). To jak seks na jeźdźca, gdzie nagle Damian wyskakuje i przypadkowo wciska się przez tylne wejście, rozumiecie? Niby dalej przyjemnie, ale jakaś czerwona lampka się zaświeca. Na szczęście lampka zapalała się tylko przez pierwsze parę przesłuchań. Z czasem w każdym „niewygodnym” momencie zacząłem doszukiwać się swojego własnego sposobu na przejście dalej i tak uformowała się piękna podróż po Gruzie i Karmelkach.

Nie wyobrażam sobie, żeby ten krążek został wydany wiosną czy latem. Jesień to pora żółtych liści, szalików i KDZKPW w odtwarzaczu. Ogromny wpływa miał i ma dalej na to brud nagraniowy, będący po części wizytówką zespołu. Cały materiał nagrany „na setkę”, bez dogrywania potem innych partii, w wersji finalnej brzmi jakby totalnie  pominął proces masteringu, a tym zajmował się tutaj przecież  Andrzej Smolik. Także frontman Zagański nie zawiódł ze swoimi neurotycznymi tekstami. Karmelki i Gruz to kolejna widokówka ze zdrowo pojebanego i brudnego świata, który ma w głowie pseudo – schizofrenik Zagański. Nic tylko kopiować na opisy na FB i patrzeć jak kciuk w górę goni kciuka.

– Raczej nie ma szans, aby przesylka z plytami, w której będzie „Karmelki i Gruz” dotarla w dniu dzisiejszym. Najprawdopodobniej plyty otrzymamy w przyszlym tygodniu, byc moze jutro, ale nie jest to pewne.

– Cóż, szkoda, bo wolę Państwa sklep od Empiku, ale nie wytrzymam z odsłuchaniem tej płyty do przyszłego tygodnia…

Odżalowałem 7 zł więcej i kupiłem krążek w Empiku. Nie żałuję. 8.1/10

wow

Barn Owl – Lost in a Glare

Rzadko już stosuje się zabieg, gdzie okładka płyty określa to, co na płycie się dzieje. A tutaj tak właśnie jest. „Lost in a Glare” to muzyka rozgrzanych pustkowi i rytmiczny sufler podpowiadający w jakim tempie przez te pustkowia iść. Gitarowy hezychazm, zarejestrowany analogowo, zabawa w trans dla początkujących. Świetny album i chyba największy „niezobaczony” na tegorocznym Offie. 7.3/10

idź

My Brightest Diamond – All things Will Unwind

Cóż Ty mi zrobiłaś Saro Warden? Rezerwowałem dla Ciebie w ślepo miejsce w rocznym zestawieniu płyt roku 2011, a tu pstryczek  w nos, wystawiony język i figa z makiem. Czekałem na Ciebie tak bardzo, jak na nowego Deus Ex’a. I co? Zawiedliście. Nie bardzo, nie po całości, ale zawiedliście. Już okładka była swoistym, alarmującym uszczypnięciem przywracającym do trzeźwości. „Nie za wesoło tutaj? Przecież nie taki styl ma MBD?” Tak Ci dobrze szło na dwóch poprzednich płytach, po chuj w pełni oddałaś się folk-operze? Po co tyle kombinowania ze smyczkami? Po co jakieś idiotyczne fujarki i fleciki? Już miałem w obserwowanych Twoja płytę na ebayu. Odhaczyłem to. Szkoda. 5.2/10

niech stracę

Modeselektor – Monkeyown

No kurwa!  8.8/10

dupdupdup!

wstawiony Szadi

Radiohead z cyckami, czyli o kobietach…

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , on Marzec 28, 2011 by headphonesporno

Wszystkie moje cycate fanki, groupies, pseudofanki, sexfanki, fanki, czytelników i haterów przepraszam za mosiężne lenistwo w karmieniu blogaska. Świat sportu, pracy, edukacji i 40% napojów wciągnął mnie sycie i coraz częściej ostatnie na co mam ochotę to stukanie… w klawiaturę. A mój mag w Dragon Age II też sam sobie skills’ów nie nabije. Spokojnie rjebjata, żaden kres nie nadciąga, koniec roku w 2012 aktualny już nie jest, więc Headphonesporno zostanie zamknięte tylko jak umrze Thom Yorke. Albo Justin Vernon. Albo jak się Fleet Foxes rozpadną. Nieważne. Blog żyje, póki mam uszy i zwinne paluszki.

Wiosna przyszła, coraz częściej szpilki zastępują ocieplane Emu, sukienki spodnie, bluzeczki z dekoltem polary, więc nic dziwnego, że o kobietach chce się myśleć, mówić, pisać, chce się kobiety mieć na kolanach no i w słuchawkach. Przedstawiam wam parę przedstawicielek płci pięknej, które sprawiają, że się ostatnimi czasy rozpływam.

Sussane SundfØer – The Brothel

 To Wielka Spóźniona w moich wyborach na płytę roku 2010. To Wielka Poszukiwana w mojej półkowej dyskografii. To moja nowa Wielka Miłość w każdym tego słowa znaczeniu. To WIELKA artystka, której znajomość jest jak paciorek przed obiadem.

Zuzia, Norweżka, feministka, laureatka paru ważnych muzycznych nagród nie podbiła mojego serca. Ona je zjadła. Co więcej ona skończyła szkołę muzyczną! W Polsce po takim wyczynie człowiek umie wszystko, tylko nie tworzyć dobrej muzyki. Zuzia, nie mogła być wzorową uczennicą. Na pewno nie wracała grzecznie ze swoimi nutkami do domciu po zajęciach, żeby ćwiczyć do późna do pianinie i pójść spać o 21. Z zajęć też się musiała zrywać, bo jak wytłumaczymy teksty o romansach czy nazywanie swojego albumu Burdel? Zajęcia ze śpiewu Zuzia jednak zaliczyła wszystkie – to co na (w) Burdelu można usłyszeć, przyprawia o gęsią skórkę od pierwszych sekund. Zuzi zachwyca nas potężnym, pewnym i intrygującym wokalem, który jak chce poszepcze, pokrzyczy, pomruczy a nawet pośpiewa sakralnie (genialny closer „Father Father”). A na czym się ten wokal ślizga?  Na kapitalnie wyproporcjonowanej, melodyczne, bardzo rejdjołhedowej i pełnej zaskakujących przejść mieszance elektroniki, smyczków, przeróżnych klawiszy  i rocka. Ta płyta jest bardziej niż doskonała i bardziej niż obowiązkowa. Nie wierzycie? Ten Burdel to czysta przyjemność! (8.0/10)

Shara Worden /Sarah Kirkland Snider / Signal – Penelope

Puk puk. U progu zjawia się mężczyzna, na którego ona czekała tyle czasu. Walczył na wojnie 20 lat i teraz wrócił do domu…  Ogromna trauma,  uraz mózgu a skutek tego kompletna pustka we wspomnieniach są jedynymi rzeczami, które przywiózł z wojny. Nie wie kim jest, gdzie jest i przed kim stoi, podczas gdy ona wciąż widzi w nim mężczyznę, którego kocha tak samo jak kochała 20 lat temu. Pamięta wszystkie szczegóły, spotkania, pocałunki, wspólne tańce do walca. Kiedyś para kochanków, teraz kochająca żona i emocjonalnie jałowy bezimienny, w którym ona widzi wszystko a on w niej nic. Do domu wróciło tylko jego ciało. Dzień za dniem, w nadziei, że i dusza powróci  ona  czyta mu „Odyseję” Homera. W linijkach zaczyna zauważać sposób na dotarcie do jego zagubionego umysłu, do jego wspomnień, uczuć, do niego samego.  Myślicie że wróci? Co może się kryć pod tytułem ostatniej piosenki „As he looks out to sea”? Czym naprawdę jest powrót do domu? O tym Sarah Kirkland napisała muzykę, o tym Shara Worden (ta sama Shara, którą kocham z My Brightest Diamond) zaśpiewała, o tym Signal gra. O tym opowiada neo-klasyczny projekt Penelope a ja o tym wam piszę a wy macie to uważnie przesłuchać, gdyż jest to jeden z najbardziej poruszających projektów muzycznych ostatniego czasu. Urywkowo skonsumowane traci sens, więc tu jest całość. (8.0/10)

Szadi

My Brightest Diamond- A thousand shark’s teeth

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , on Luty 23, 2009 by headphonesporno

Zgodnie z tradycją, zaraz po opublikowaniu Muzycznego Podsumowania Roku, wpadła mi w ręce płyta, którą definitywnie umieściłbym na tejże liście i to na bardzo wysokim miejscu. Życie…

Uszy mojego serca podbiła tym razem Shary Wordem ukrywająca się pod pseudonimem My Brightest Diaomnd. Skromna, ale definitywnie nie cicha chórzystka Sufjan Stevens’a postanowiła sama sięgnąć po instrumenty i uwolnić magię, która w niej spoczywała- tak powstała jedna z najbardziej zaczarowanych płyt zeszłego roku. Sharon jest multiinstrumentalistką, z czego najmocniejszym jej instrumentem jest definitywnie jej głos, będący mieszaniną doniosłości głosu Antoniego Hegarty, czystości Jeff’a Buckley’a i estrogenu. Ta wybuchowa mieszanka mknie przez spokojne smyczkowo-dęto-strunowe morze niczym torpeda mająca na celu zatopienie wszelkich złych skojarzeń ze słowem „opera” . Bo tak własnie najtrafniej zdefiniowałbym muzykę My Brightest Diamond- Opera XXI wieku. Nie bałbym się również określić jej muzyki jako soundtrack’u do jeszcze nie nakręconego filmu. Pełno tu pobudzających wyobraźnię długich, spokojnych smyczkowo-mruczankowych wstawek przeistaczających się potem w wielki, wyniosły wybuch, zabierający nas gdzieś wysoko…

…a cała magia polega na tym, że zostajemy w chmurkach na dłużej- do końca ostatniej piosenki. (8.8/10)

Szadi

%d bloggers like this: