Archiwum dla Fordlândia

Pozycja klasyczna

Posted in O koncertach, O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , , , , , , , on Wrzesień 19, 2010 by headphonesporno

W Krakowie wczoraj skończył się Sacrum Profanum a wszyscy dobrze wiemy że Sacrum Profanum to nie tylko pierwszy i ostatni koncert (mum i jonsi) ale również, a w zasadzie przede wszystkim muzyka klasyczna, której koncerty odbywają się przez cały tydzień. No więc udałem się w czwartek, totalnie z głupa, nie sprawdzając nawet cotoktoto, na koncert Ensemble Recherche, który wykonał utwory z repertuaru Hans’a Abrahamsen’a. I jak? Bomba! Wyszedłem po 15minutach, jak połowa sali z resztą. Bądźmy poważni: wchodzi dwóch niemęsko ubranych mężczyzn na scenę, jeden siada za klawiaturą fortepianu, drugi wchodzi do swojej bazy, pełnej gongów, dzwoneczków, grzechotek, tamburyn, skromny ukłonik po czym  zaczęli tworzyć dźwięki (bo muzyką bym tego nie nazwał) totalnie pozbawione jakiegokolwiek rytmu, tonacji, melodii, czegokolwiek co by wywoływało u mnie jakiekolwiek pozytywne emocje. I mieli to rozpisane na nuty! Jak?! Niemal że na oślep walili raz mocno, raz lżej w te swoje instrumenty; miałem odczucie że równie dobrze ja mógłbym zagrać taki koncert z kimkolwiek, nawet na trzeźwo. Totalne zbezczeszczenie pięknego instrumentu jakim jest fortepian. Wyszedłem po pierwszym utworze (który akurat był polskiego autorstwa…) i pomyślałem: Boże, czy do takiej muzyki trzeba dojrzeć? Jeśli porównać muzykę do pornosów, to je tego dnia oglądałem film ze zwierzętami i przedmiotami martwymi. Pokażę wam więc te cuda w wersji soft, do strawienia przez absolutnie każdego:

Jóhann Jóhannsson – Fordlândia

Wszyscy nasycają się ile można islandzkimi wyciskaczami łez spod marki Sigur Ros i zachwycają się  ich pięknem, nie wiedząc, że cała ta najlepszej klasy melancholia nie jest ich dzieckiem, a jedynie pałeczką przekazywaną dalej. Right kids, to Jóhannson jest płodzicielem wszystkich najsubtelniejszych brzmień islandzkich. Jóhann jednak nie jest typowym klasycznym kompozytorem: lubi przemycać do swoich dzieł minimalne partie elektroniczne, robiąc to z niezwykłym wyczuciem estetycznym – coś jak Max Richter, tylko o niebo lepiej. DżejDżej pasjonuje się z resztą światem nowoczesnym, industrialnym, nie mógł więc sobie wymarzyć lepszej opowieści do wzbogacenia o dźwięk niż tragiczna historia Fordlândii – ogromnej wioski pracowniczej założonej przez Henry’ego Forda w Brazylii w 1928. Jóhansonn z islandzką gracją i potężną dawką melancholii plastycznie maluje najtragiczniejsze wydarzenia z historii motoryzacyjnej utopii organizując przy tym zamach na najtwardsze nawet serca. Bez żartów: Fordlâdnia to pozycja obowiązkowa dla każdego, dosłownie. Ta płyta najlepiej pokazuje, że klasyka żyje i ma się dobrze. Ba, klasyka jak górowała tak górować będzie w świecie muzyki. Nie daje żadnego odsyłacza na YT, macie sobie ją zdobyć, przesłuchać i pokochać. Nie inaczej. (9.3/10)

Clint Mansell – The Fountain OST

Po raz pierwszy na headphonesporno polecę wam film. Nie znam osoby, która nie zna kultowego Requiem for a Dream, a rzadko spotykam się z kimś, kto sięgnął po inne filmy Darren’a Aronofsky’ego. O czym opowiada „Źródło”, kto gra- pisać nie będę – to macie do domu. Powiem tylko, że emocje jakie budzi we mnie za każdym razem gdy go oglądam są ogromne. Nie inaczej działa na mnie sama muzyka, bez obrazu. Każdy wie, co Clint Mansell odwalił na potrzeby Requiem dla snu – utwór tytułowy już tak przewałkowany, że aż tandetny, podobnie jak film. Natomiast cała muzyka i magia zarówno filmu jak i muzyki z The Fountian, wciąż pozostaje w pewnym zacisznym ukryciu, jeszcze ( i chyba tak już zostanie) nie wyeksplorowanym na wylot przez masy. Obejrzyjcie film, posłuchajcie płyty, naprawdę warto. (8.6/10)

Arvo Pärt – Fratres

Bez bicia się przyznaję: o Arvo Parcie, prócz tego, że jest estońskim kompozytorem nie wiem absolutnie nic. Znam / mam może ze trzy jego płyty (a których on, jak każdy kompozytor wydał z pińset), sam poznałem go z polecenia innego bloga, gdzieś dawno temu. Arvo Part to już klasyka muzyki klasycznej, jeśli mogę tak rzec. Najczystsze piękno osiągane przez brzmieniowy minimalizm, skromne instrumentarium, muzyczny hezychazm, cudo, geniusz, magia najprawdziwsza. Dziękuję Ci blogu, nie pamiętam niestety jaki.

A piątkowy Jónsi? Cóż mogę rzec – spodziewałem się mniej, dostałem więcej. Było magicznie i niepowtarzalnie  i chyba widziałem najlepsze wizualizacje do koncertu ever. mimo to zeszłotygodniowego múm nie przebili. Wykonanie piosenki „The Land Between Solar Systems” na długo zapamiętam. Na bardzo długo… (8.8/10)

Szadi

Reklamy

Podsumowanie muzyczne roku 2008

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on Luty 2, 2009 by headphonesporno

I co z tego, że już jest luty! Musieliśmy się modnie spóźnić, poza tym styczeń był miesiącem choroby, nauki i słuchania płyt, które się przeoczyło, a które zostały uwzględnione na blogach ludzi punktualnych i wywiązujących się z „obietnic” względem kalendarza i własnego internetowego pamiętniczka. Nie jesteśmy ani punktualni ani słowni, ale bloga mamy, więc oto i podsumowanie.

Rok 2008 rokiem płodnym nie był. Płyt wyszło dużo, dobrych mało, godnych uwagi policzalna ilość. Postanowiliśmy mimo wszystko wprowadzić podział na płyty narodowe i zagraniczne, te zaś na ciasto i rodzynki. Polskich tak nie dzielimy, bo serwery Google by nie wytrzymały tak dużej ilości danych, będącymi spisem słabych płyt polaczków. Nie ma rankingu, nie ma top10 disco relax, jak już płyta jest na liście, to znaczy, że jest po prostu dziarska lub beznadziejna. Do rzeczy:

Najgorsze płyty zagraniczne:

*The Notwist – the devil, you + me

Soczysta, aryjska elektronika usycha.

*Thievery Corporation – radio retaliation

Obojętnie którą płytę TC się włączy- leci to samo. Może starczy po 10 latach?

  

* Coldplay- Viva la Vida.

Kiedyś wruszali do łez, dziś też płaczę, ale ze śmiechu

 

* Hercules and Love Affair – Hercules and Love Affair
Anthony Hegart, coś Ty chłopie najlepszego zrobił!?
* Sons and Daughters- The gift
Zespół z potencjałem wraca i nagrywa coś, co mogłoby istnieć pod nazwą innego zespołu, a nie o to chodzi.

 

  
* The Kooks- Konk
Syndrom drugiej płyty, żyje i ma się dobrze.

*Crystal Castles- Crytsal Castles

Muzyka brzmiąca jak biegunka robota + wokale nagrane 1 kwietnia = płyta żart.
  
  
  
Najlepsze płyty zagraniczne:
 
 
  
*Jóhann Jóhannsson – Fordlândia
Sigur Ros i múm inspirują wielu. A kto inspiruje ich? Ta płyta to coś więcej niż tylko odpowiedź.
*Fleet Foxes- Fleet foxes
Świat potrzebuje młodych ludzi bez gitar elektrycznych i tekstów o imprezach. Oto Abraham nowego ruchu muzycznego.
*Promise and the monster- Transparent knives
Damski odpowiednik Jose Gonzalez’a nie może brzmieć źle. Ba! Brzmi wybornie!
*Kaki King- Dreaming of revange
Kaki zaczęła więcej śpiewać i teraz naprawdę jest King.
*Stereolab – Chemical Chords
Zawsze świeży i kruchy Stereolab, prawie jak bakietka z Auchan’a.

*Lykke li – youth novels
Słucham jej w najlepsze, w koło macieja na karuzeli kręce, jest super na 102!

*Broken Social Scene presents Brendan Canning – something for all of use
Jeden z najbardziej płodnych wykonawców ostatnich lat z naprawde smacznym nasieniem.

 

*Sing Fang Bous – clangour
Przemyślane bazgroły na białej kartce z duszy.

 

*Yeasayer – all hour cymbals
Orientalnie nie znaczy FIX Knorr’a.
*Nightmares on wax – Thought so…
Grzechem było by ich pominięcie, muszą być i basta! Nie musze mówić dlaczego, przecież wiecie.
 
*The Herbaliser – Same as it never was
Nowi Oni, żwawi i szybcy, bawią sie tymi instrumentami jak nigdy przedtem.

  

Najlepsze płyty narodowe:

 

*Iowa Super Soccer- Lullabies To Keep Your Eyes Closed
Nareszcie ktoś odkrył egzystencję popytu na melancholijną muzykę z polską metką.

*Silver Rocket- Tesla
6 za pomysł, high five za wykonanie, medal za wokale, buziak za całokształt!

 

*Pustki – koniec kryzysu
Trzymam za słowo.
*Jacaszek- Treny
Elektronika żałobna z najwyższej półki.

 

  

Szadi / Tapczan

%d blogerów lubi to: