Archiwum dla dubstep

Wiosenna ogarniawka part.1

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , on Marzec 22, 2010 by headphonesporno

Znowuż się z Tapczanem rozleniwiliśmy. Znowuż przez miesiąc blog był niedokarmiony. Systematyczność pojawiania się notek zagubiła się gdzieś między feriowym nieróbstwem a niskim wskaźnikiem odwiedzin… Cóż, dopóty jeszcze paru z was to czyta, o muzyce pisać będziemy.

Rok 2010 rozpoczął się wyśmienicie, jeśli mowa o muzyce.  Dużo dobrych artystów coś w końcu wydało, znalazło się tez parę niedobitków z roku 2009. Jako, że trochę tego jest, przedstawię to w formie serialowej, regularnie update’owanej. „Dajesz Malina”:

Gorillaz- Plastic Beach

Jestem ogromnym przeciwnikiem występów gościnnych. Gdy tylko widzę, że jakiś kawałek obok tytuł ma  napisane „feat.” bierze mnie jak po śliwkach z mlekiem. No bo albo tworzymy samodzielnie, albo nie. Zrozumiem jeszcze, jak  na jeden kawałek wpadnie kumpel, bo przy wódce się dogadali. Ale, żeby na więcej niż połowie! Albarn pobawił się w kolekcjonera i wyszło mu to, delikatnie mówiąc, CHUJOWO.  Na 15 piosenek z pierwszego longplaya „Gorillaz” gościnnych występów było 4. Daje to ok 27%. Dopuszczalna norma, zwłaszcza, że te występy nie były strasznie odczuwalne. Na „Demon Days” już się robiło groźnie, bo około połowa piosenek, była nasączona mate’ami Damona. D/G-sidów nie liczę, no bo wiadomka. A na Plastikowej Plaży 11/16 ma gości! Prawie 70% płyty to inne wokale! Fajnie że Snoop, fajnie że Little Dragons czy Simonon, ale to nie Glastonbury tylko płyta własna! Tam więcej Alborna nie słychać, niż słychać. Kawałki rdzenne, samodzielne, są jak najbardziej OK, czuć stare dobre Gorillaz, ale za mało! Przy następnej  płycie Panie Albarn, proszę nagrać wszystko, bez żadnej wódki z kumplami po drodze,  podzielić wynik przez dwa i dopiero do wytwórni. Bo dla „Plastic Beach” thumbs down. Headphonesporno daje 2/5 bo chyba tylko dwie piosenki mi się spodobały. Szkoda. (6.0/10)

Husky Rescue- Ship of Light

Rajciu, ileż ja na tą płytę czekałem! Moja muzyczna fantazja, niespełnione marzenie, spóźniony prezent pod choinkę. Chyba większej niespodzianki mi zrobić nie mogli moi ulubieni Finowie, jak sprawić, że pierwszą płytą z rokiem 2010 w dacie urodzenia, jaką usłyszałem było „Ship of light”. O płycie nie ma się co rozpisywać, bo to wciąż stare dobre Husky Rescue, o którym pracę inżynierską już pisałem. Nic się specjlanie u nich nie zmieniło.  Znowu mamy dzwoneczki, plumknięcia, skandynawskie gitary i delikatny głos zasypiającej za mikrofonem Reety-Leeny Korhola, której każde wyśpiewane słowo wlewa się do naszych uszu jak rosół do talerzy w niedzielę przy Familiadzie. Kiitoksia oikein paljon Husky Rescue! :* <3 xD lol (7.4/10)

Sulphur Phuture- Sulphur Phuture

Okładka płyty to bardzo, ale to bardzo ważna rzecz. To jest jak ciało kobiety. Niunia może być pusta jak pudełko po butach, ale jak widać że jest „zdrowa”, to właśnie ją byśmy wybrali, mając… jakiś tam wybór:) I właśnie taka zdrowa, okładka mnie uwiodła. Gdzieś, kiedyś znalazłem przez przypadek recenzję Sulphur Phuture, nie przeczytałem jej bom leń, ale zapisałem sobie stronę w folderze „Sprawdź”, właśnie dzięki okładce. Ostatnio płytę znalazłem, przesłuchałem… i dostałem nauczkę. Bo po przesłuchaniu pierwszego kawałka stwierdziłem, że płyta jest *&^%$#, do tego !@#$%^  i @#$%&*. I wyłączyłem. Wróciłem do niej po paru tygodniach, przesłuchałem od tracku 2 i …doznałem. To jest polskie!? Sulphur Phuture to solowy projekt  niejakiego Praczasa z niejakich Masala, Village Kollektiv. Fuck me! Ja- pierwszy antydubstepowiec IV RP, zostałem uwiedzony przez obiekt mojej największej pogardy, w dodatku z polską metką! Sulphur Phuture to mieszaninka dub’u, breakbeat’u, d’n’b, dubstepu itp. Do tego jakieś wstawki jazzowe, flamenco, głosy polskiej telewizji, i wszystko tak kolorowe, tak bogate i tak dopieszczone- niemalże z bonobowską precyzją! I choć piosenka nr 1 dalej pozostaje w moich oczach chłamem totalnym, asertywnie stwierdzam: Polak z roku na rok potrafi coraz bardziej. Jadąc w gości za granicę, jako prezent wziąłbym ze sobą 2 płyty: Kapelę Ze Wsi Warszawa i Sulphur Phuture! (7.6/10)

Szadi

Burial- Untrue

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , on Grudzień 1, 2009 by headphonesporno

Stepy to tereny równinne, pozbawione jakiejkolwiek poważniejszej roślinności czy zbiorników wodnych. Występują w sferach, gdzie dominuje klimat umiarkowany, suche zimy, upalne lata, sratata. Stepami zachwycał się Mickiewicz, stepował też Charlie Chaplin i parę łajz w Mam Talent, z akcentem na „e”.

Dubstepy to gatunek muzyki elektronicznej wymyślony na Wyspach, gdzie rolę pierwszoplanową odgrywa chamski, nieustający bass, ponura, wręcz mroczna atmosfera a to wszystko umieszczone w przestrzeni z dużą dawką delay’ów. Dubstepy tworzy Burial, a zachwyca się NIM Szadi.

Na dzień dobry mówię- dubstepów nie trawię. A w zasadzie trawię, ale na pewno nie w stanie trzeźwym. Buriala usłyszałem gdzieś przez przypadek, albo i przeczytałem, mało to ważne. Ważniejsze jest to, że ten gość (jeszcze do nie dawna nie było wiadomo czy to gość czy pani gość, ale o tym zaraz) trochę odmienił moje podejście do sprawy, wprowadzając przy okazji lekkie zamieszanie na angielskiej/światowej scenie tego gatunku.

Wyjątkowość Buriala, która we mnie trafiła tkwi w tym, że choć rubryka gatunkowa sugerowałaby inaczej, płyty tej trzeba słuchać późno w nocy i tylko na zasadzie Wy vs Burial. W takich warunkach Untrue smakuje najlepiej, a w zasadzie tylko w takich jej smak jest w ogóle odczuwalny- rano mija data ważności. Nie jest to bowiem set kawałków do puszczenia na elo-imprezie. Untrue to dubstepowa siesta, elektro kołysanka, z potworami pod łóżkiem.

Tajemniczość, tajemniczość i jeszcze raz tajemniczość. Może to głupie, ale płyty chyba lepiej się mi słuchało gdy nie wiedziałem jak się nazywa, kim jest i jakiej jest płci autor tych dźwięków. Przez długi okres czasu bowiem, Burial manipulując odbiorcami, by skupili się nie na nim a na jego dziele, nie ujawniał swojej tożsamości; jak sam mówił, o tym że tworzy muzykę, prócz rodziny wiedziało pięć osób. Potęgowało to niepokój, który i tak już wylewał się z krążka. Ludzie sugerowali, że za wszystkim kryje się Aphex Twin czy Fatboy Slim. Dopiero dwa lata od wydania pierwszego krążka, po tym jak  gazety muzyczne  niczym brukowce, zaczęły dociekać kim jest Burial, on sam, mocno poirytowany ujawnił że jest William’em Bevan’em-  zwykłym, niewychylającym się łepkiem z Londynu.

William miał szóstkę w przedszkolu z wycinanek. Ok, miał piątkę z plusem, bo szóstkę mieli The Avalanches, ale Pani i tak widziała w nim talent. William, idealnie wycina różne, soulowo- RnB (jak się tworzy od tego przymiotnik?) wstawki i lepi z nich psychodeliczno – niepokojące obrazki . Dodaje, do tego szumy oraz surowe, brudne bity, zarażające swoim stanem cały organizm, którego kręgosłupem jest, dosłownie i poetycko, głęboki bass. William nie grzeszy ornamentalizmem, woli impresjonizm. Untrue puszcza się powiem od jedynki do trzynastki, dając się ponieść  niespokojnemu strumieniu naprawdę ciekawych dźwięków. To całkiem inna interpretacja dubstepów, ciekawsza, która idealnie trafia w mój klucz. Zaliczam z wyróżnieniem i polecam wszystkim praktykującym i niepraktykującym a szczególnie tym drugim. (9.5/10)

A Charlie Chaplin chyba nie stepował?

http://www.youtube.com/watch?v=eHjxJItKbLQ

Szadi

%d blogerów lubi to: