Archiwum dla Controlling Crowds

Muzyczne podsumowanie roku 2009

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on Grudzień 23, 2009 by headphonesporno

Roczek 2009 był rokiem płodnym. Kopulowali młodzi, kopulowali starzy, niektórzy mieli swój pierwszy raz.  Z niektórych  tych wygibasków powstała całkiem niezła Kamasutra. Z wielkiej ilości płyt, które przyszło nam gwałcić wybraliśmy kilkanaście, do których można oddzwonić. Reszcie zostanie onanizacja. Niestety, nie ma w podsumowaniu miejsca ani dla St.Vincent, ani  XX, ani Dirty Projectors, Anthonego, Bat For Lashes czy Joker’s Daughter. Sory, ale to była tylko przygoda na jeden raz. Podsumowanie trochę z przymrużeniem oka, dość banalne, ale wizualnie a już na pewno ideologicznie poprawne. Oto pozycje godne polecenia;  spróbowania w domu. Oddajemy ducha roku 2009 w wasze ręce:

Szadiemu stawał do:

Other Lives- Other Lives

bo jest definitywnie najśliczniejszą płytą jaką usłyszałem w tym roku.

We Fell to Earth- We Fell To Earth

bo kiedy chłop z UNKLE, zaczyna się inspirować krajobrazem pustynnym, to to musi brzmieć super.

Moderat- Moderat

bo jak trzech dobrych elektryków podejdzie do komputera to nie mogą tego spieprzyć.

Popo- Go Upstream

bo jest to jedyną polską płytą z tego roku, którą odpaliłem więcej niż raz.

Archive- Controlling Crowds

bo się zorientowałem, że na tej płycie nie ma słabych piosenek.

Jónsi & Alex- Riceboy sleeps

bo to Jónsi i nawet jego bąk to harmonia.

Volcano Choir- Unmap

bo Vernon wyszedł z chaty, włączył komputer,  zaśpiewał nisko i wyszło mu to na jeszcze lepsze.

Ancient Astronauts- We Are To Answer

bo mi się kojarzą z Bonobo, a nie, bo brzmią identycznie  jak Bonobo.

V/A- Dark Was The Night

bo to najlepsza składanka jaką kiedykolwiek świat usłyszał.

Kasabian – The West Ryder Pauper Lunatic Asylum

bo to najlepsza płyta w ich całym dorobku.

Grizzly Bear- Veckatimest

bo się należy i tyle.

.

Tapczan robił się mokry przy:

Flaming Lips -Embryonic

bo słuchając tej płyty wpadłem pod samochód.

The Mayfair Set -Young One

bo to potwierdzenie że bez pudru i tuszu  da się zaciągnąć chłopa do łóżka.

Real Estate – Real Estate

bo ta płyta to ja: leniwa i marudna, ale jeszcze z tendencją do spontaniczności typu: chodźmy na piwo.

Nurses – Apple Acres

bo hipnotyzuje, ale po obudzeniu pamiętamy wszystko i chcemy jeszcze raz.

Le Loup – Family

bo odkryłem z tą płytą nowy ląd, nie pytacie gdzie kiedy i jak, po prostu zrobiłem to.

Atlas Sound – Logos

bo Bradford Cox nawet z masy solnej zrobi dzieło sztuki.

Black Lips – 200 Million Thousand

bo to z martwych wstanie rock n’ rolla, szczanie na budyniowych indie pedziów, nie denerwuj mnie mamo bo nie zjem obiadu!

Devendra Banhart – What Will Be

bo to ciągle ten sam Devendra, brodaty topos z gitarą, o którym dzieci się powinny uczyć w szkole.

The Most Serene Republic – …And the Ever Expanding Universe

bo Kanada to nie tylko Celine Dion i bąki w twarz.

Neon Indain- Psychic Chasm

bo jest dobry na wszystko! Na katar, na prywatkę u Kacpra i na kajaki też.

.

Szadi & Tapczan


Koncert Archive w Studiu, Kraków 15.10.09

Posted in O koncertach with tags , , , , on Październik 18, 2009 by headphonesporno

 archvie1

Jakież to było miłe uczucie, kiedy to w lipcu tego roku, zaraz po pełnym zachwytu odkryciu nowej płyty Archive Controlling Crowds, zobaczyłem w Empiku, że zespół przyjedzie w październiku do Polski, tą że własnie płytę promować. Nie dość że mieli grać w Krakowie, to jeszcze dzień po moich urodzinach! Nie mogłem nie iść, więc, bez chwili wahania, wyciągnałem portfel i wydałem stówe na bilet.

Po półgodzinnym poślizgu, zgasły światła, i sala pełna ludzi usłyszała „wibrujące” organki z tytułowego Controlling Crowds- openera nowej płyty brytyjczyków. Dźwięk był, muzyków nie. Gdy tylko wszedł bit weszli i oni, co zrobiło całkiem niezłe wrażenie. Chwycili za keyboard’y gitary, pałki, mikrofony i zaczęli dogrywać do tego co już leciało. Po Controlling Crowds zostały zagrane Bullets ( do teraz mi głowie dźwięczy „Personal responsibility”) i Words on Signs, co dało do zrozumienia że będą lecieć po koleji, jak na płycie. W sumie miało to sens, gdyż płyta Controlling Crowds jest albumem koncepcyjnym. Co już na starcie bardzo rzucało się w oczy, to bardzo precyzyjne odtworzone kompozycje z płyty. Wszystko co zagrali zdawało się brzmieć identycznie jak na płycie, gitary wokale, organy- nutka w nutkę, z identycznym brzmieniem, barwą itp.  

archive3 

Prawie wszystkim utworom towarzyszyły wyświetlane w tle filmy/animacje potęgujące, już istniejącą atmosferę niepokoju i mroku. Szczególnie podobał mi się opadający śnieg na początku utworu Quite Time, idelanie pasujący do organów otwierających utwór. Ten kawałek był jednym z tych, które na koncercie zrobiły na mnie największe wrażenie. Słuchając Controlling Crowds, prawie zawsze go przewiajałem, teraz słucham go w kółko. Po Quite Time, zgodnie z budową płyty, nastepny w kolejce było Collapse/Collide, które było największą porażką koncertu. Kto słuchał, ten wie że w tym utworze śpiewa zaprzyajźniona z Archive Maria Q, która zaśpiewała- ale z telebima… Dziwnie się czułem, słuchając na koncercie profesjonalnego zespołu, wokal grany z playbacku. A można było tego uniknąć, po prostu nie grając tej piosenki, zwłaszcza, że była to jedyna zagrana, gdzie ta Pani „zaśpiewała”. Przykre też jest też, że nie był to jedyny przypadek, kiedy wywęszyłem że jakiś dźwięk, nie był zagrany a puszczony przez dobrego duszka-pomocnika. Biorąc pod uwagę że na scenie cały czas było siedem, a czasem  osiem osób ( wchodził i schodził raper John Rosko), nie wierzę że żaden z nich nie mógł zająć się zagraniem /(ostatecznie) operowaniem laptopa.  Trudno. Kolejne zostały zagrane Clones, Bastardised Ink Kings of Speed. Dopiero w tym momencie zostało przerwane ścisłe trzymanie się playlisty Controlling Crowds, gdyż kolejne zostały zagrane Lines i Empty Bottles, czyli utwory z dodatku Controlling Crowds IV :) Ostatnim utworem przed bisem był zamykający płytę Funeral, po którym, w tle gęstych owacji Archive zeszli ze sceny… by za parę minut pojawić się na niej z powrotem. Miałem wrażenie, że dopiero wtedy muzycy i publiczność naprawdę się rozkręcili i rozluźnili. Ci pierwsi jakoś bardziej szaleli na scenie, a ludzie też jakoś zdawali sie lepiej bawić… Bardzo ładnie zostało zagrane Londinium, gdzie kwestię Marii Q zaśpiewał główny wokalista Pollard Berrier ( nie dało się tak zaśpiewać w Collapse/Collide?!), potem Numb, bardzo energiczne System i na koniec, w ramach kropki nad i, Archive zagrali kochane przez cały świat, a dla mnie ładne, ale obrzydliwie przedłużone Again. Gorąco podziękowali („Absolutely fuckin’ wonderful”) i poszli.

lineup

Koncertowi można wiele zarzucić: za dużo półplaybacku (który można było zautylizować), przez długi okres muzycy sprawiali wrażenie jakby grali dlatego że są w pracy, a nie dlatego że to ich pasja. Poza tym praktycznie wszystkie utwory zostały zagrane bardzo wiernie w stosunku do wersji albumowych. Nutka w nutkę wszystko brzmiało idelanie tak jak na płytach. Niektórzy moga powiedzieć, że to przecież bardzo dobrze, lecz mi brakowało jednak jakiejkolwiek odskoczni od schematu, improwizacji. Faktu to jednak nie zmienia, że w gruncie rzeczy koncert był naprawdę dobry, niemal że świetny, porywający, z naprawdę niesamowitą atmosferą. Jakość dźwięku była celująca ( w przeciwieństwie do koncertu zagranego dzień później w warszawskiej Stodole, gdzie, jak to w Stodole, dźwięk był ponoć średni). Do tego Archive okazał się zespołem, który na żywo gra i śpiewa tak samo dobrze jak na płytach, co bardzo sobie cenię. Z serii „szkoda, że nie zagrali..” brakowało mi utworu Chaos, który musiałem sobie póścić na pocieszenie w aucie, no ale może następnym razem uda mi sie to usłyszeć. A pójdę na pewno!

 „Absolutely fuckin’ wonderful”!

 

wideło: http://www.youtube.com/watch?v=1CBAhjcAu-I

foto: http://marcinbogusz.fotohasiok.pl/archives/1070

 

Szadi

 

Pierwsze dwie fotki autorstwa kriz'a, z serwisu www.rockmetal.pl 
%d bloggers like this: