Archiwum dla Charles Trenet

Kochanie, a może po francusku?

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags on 1 czerwca, 2010 by headphonesporno

Trochę już słucham tej zasranej muzyki, i piszę też już chwilę o niej, zagłębiam się jak cholera, eksploruję, grzebię, kopię, wybrzydzam i marudzę, żeby tylko znaleźć coś nieznanego, nieodkrytego, ciekawego, godnego pokazania światu a prawda jest taka, że nieustannie poszukując samych rodzynków, nie mam pojęcia o cieście.  Nie mam i nigdy nie miałem większego pojęcia o wielu artystach i zespołach, które zna cały świat, które muzyce zrobiły wiele dobrego i do dziś mają swoje ołtarze. Nigdy nie przesłuchałem całej dyskografii Floydów, ani Beatlesów, ani Dylana, ani Waitsa ani wielu podobnego formatu. (za to przed napisaniem tego, przesłuchałem całą, powtarzam, CAŁĄ obrzydliwą dyskografię Nirvany i potem przez tydzień mama nie wiedziała co mi jest). Siara trochę, wiem, ale co zrobić. Nie zmienia to faktu, że czasem mam nagłe napady potrzeby zapoznania się z czymś ogólnie znanym i wielkim. I tak włączyłem ostatnio jeden z moich ulubionych albumów z muzyką filmową (OST „The Good Year” z 2006) , usłyszałem Charles’a Trenet’a i… łzę żalu uroniłem na osobą mą.

Charles Trenet ma mnie. Nie mam pojęcia o czym śpiewa, ale sposób w jaki to robi i jeszcze na tle trzasków nagrań z tamtych czasów (Charles pierwszą piosenkę napisał zanim mu włochy pod pachami urosły, czyli w 1923 roku) sprawia, że moje samopoczucie regeneruje się szybciej niż Volverine z X-Man’ów. Gdyby on jeszcze żył i występował, stałbym w pierwszym rzędzie i piszczał jak baba. On napisał ok 1000 piosenek! Słownie: tysiąc! Kto dziś tyle produkuje?!  Co ja wam będę więcej rozpisywał, Charles wielkim człowiekiem był, znać go jak inwokację trzeba, dlatego ściągajcie cokolwiek co jego, idźcie na rower i patrzcie jak Trenet czary robi! Aahhhh…. i ohhhhhh!

Szadi

%d blogerów lubi to: