Archiwum dla 2007

Burial- Untrue

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , on Grudzień 1, 2009 by headphonesporno

Stepy to tereny równinne, pozbawione jakiejkolwiek poważniejszej roślinności czy zbiorników wodnych. Występują w sferach, gdzie dominuje klimat umiarkowany, suche zimy, upalne lata, sratata. Stepami zachwycał się Mickiewicz, stepował też Charlie Chaplin i parę łajz w Mam Talent, z akcentem na „e”.

Dubstepy to gatunek muzyki elektronicznej wymyślony na Wyspach, gdzie rolę pierwszoplanową odgrywa chamski, nieustający bass, ponura, wręcz mroczna atmosfera a to wszystko umieszczone w przestrzeni z dużą dawką delay’ów. Dubstepy tworzy Burial, a zachwyca się NIM Szadi.

Na dzień dobry mówię- dubstepów nie trawię. A w zasadzie trawię, ale na pewno nie w stanie trzeźwym. Buriala usłyszałem gdzieś przez przypadek, albo i przeczytałem, mało to ważne. Ważniejsze jest to, że ten gość (jeszcze do nie dawna nie było wiadomo czy to gość czy pani gość, ale o tym zaraz) trochę odmienił moje podejście do sprawy, wprowadzając przy okazji lekkie zamieszanie na angielskiej/światowej scenie tego gatunku.

Wyjątkowość Buriala, która we mnie trafiła tkwi w tym, że choć rubryka gatunkowa sugerowałaby inaczej, płyty tej trzeba słuchać późno w nocy i tylko na zasadzie Wy vs Burial. W takich warunkach Untrue smakuje najlepiej, a w zasadzie tylko w takich jej smak jest w ogóle odczuwalny- rano mija data ważności. Nie jest to bowiem set kawałków do puszczenia na elo-imprezie. Untrue to dubstepowa siesta, elektro kołysanka, z potworami pod łóżkiem.

Tajemniczość, tajemniczość i jeszcze raz tajemniczość. Może to głupie, ale płyty chyba lepiej się mi słuchało gdy nie wiedziałem jak się nazywa, kim jest i jakiej jest płci autor tych dźwięków. Przez długi okres czasu bowiem, Burial manipulując odbiorcami, by skupili się nie na nim a na jego dziele, nie ujawniał swojej tożsamości; jak sam mówił, o tym że tworzy muzykę, prócz rodziny wiedziało pięć osób. Potęgowało to niepokój, który i tak już wylewał się z krążka. Ludzie sugerowali, że za wszystkim kryje się Aphex Twin czy Fatboy Slim. Dopiero dwa lata od wydania pierwszego krążka, po tym jak  gazety muzyczne  niczym brukowce, zaczęły dociekać kim jest Burial, on sam, mocno poirytowany ujawnił że jest William’em Bevan’em-  zwykłym, niewychylającym się łepkiem z Londynu.

William miał szóstkę w przedszkolu z wycinanek. Ok, miał piątkę z plusem, bo szóstkę mieli The Avalanches, ale Pani i tak widziała w nim talent. William, idealnie wycina różne, soulowo- RnB (jak się tworzy od tego przymiotnik?) wstawki i lepi z nich psychodeliczno – niepokojące obrazki . Dodaje, do tego szumy oraz surowe, brudne bity, zarażające swoim stanem cały organizm, którego kręgosłupem jest, dosłownie i poetycko, głęboki bass. William nie grzeszy ornamentalizmem, woli impresjonizm. Untrue puszcza się powiem od jedynki do trzynastki, dając się ponieść  niespokojnemu strumieniu naprawdę ciekawych dźwięków. To całkiem inna interpretacja dubstepów, ciekawsza, która idealnie trafia w mój klucz. Zaliczam z wyróżnieniem i polecam wszystkim praktykującym i niepraktykującym a szczególnie tym drugim. (9.5/10)

A Charlie Chaplin chyba nie stepował?

http://www.youtube.com/watch?v=eHjxJItKbLQ

Szadi

Reklamy

Husky Rescue czyli skandynawski duszek

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , on Wrzesień 27, 2009 by headphonesporno

Husky Rescue to zespół z Finlandii. Gdybym ich nie znał, wystarczyłby mi ten fakt, aby sięgnąć po ich płytę. Skandynawia, choć wcale nie wiem o niej dużo, zawsze wydawała mi się być jednym z bardziej magicznych miejsc w Europie ( nie licząc oczywiście moich kochanych wschodnich stron słowiańskich <3). Z Finladnią czy Danią mam tak samo jak z Islandią- zawsze gdy trafi mi w ręce płyta właśnie z tych stron, zastanawiam się: „czym tym razem mnie zaskoczą?”. No i zaskakują. Weźmy taką Promise and the Monster, o której pisałem. Kto słyszał i poczuł, ten wie o co chodzi. Kto nie- nich czyta dalej. Jest „coś” co sprawia, że muzyka skandynawska wciąga, hipnotyzuje. To „coś” bez wątpienia mają Husky Rescue, o których ostatnio przypomniałem sobie szukając pod „H” Huphrey’a Lattelton’a, ale o nim innym razem.

           

No więc mamy Husky Rescue. Długoletnie inspiracje  fińskim filmem, fińską architekturą, finńską przyrodą ( Viva la Findandia!) tknęły pewnego dnia, niejakiego Marko Nyberg’a by stworzyć projekt muzyczny, który z czasem rozrósł sie do pięciosobowej formacji. Wydali dwie płyty: Country Falls (2004) i Ghost Is Not Real (2007). Jest jeszcze Other World (2007), ale to się nie liczy bo to remixy. Nie będę osobno pisał o płycie Jeden i o płycie Dwa, jako że obie są równe pod względem swojej fantastyczności; utwory z nich można by śmiało pozamieniać miejscami i datami urodzin i wciąż wspomniane „coś”.  A czym jest to „coś”? To poruszany wcześniej skandynawski duszek.

A jaki jest skandynawski duszek?

Jest rozmarzony. Chyba za często używam tego epitetu na tym blogu, ale trudno się mówi- delikatna elektronika. Husky Rescue, nie grzeszy dźwiękami od pana komputera a proporcja komputer:gitara i przyjaciele, jest wyszukana, dzięki czemu, wolne utwory, których na obu płytach trochę jest, zmniejszają naszą wagę do paru gramów a nastepnie skandynawskim powiewem unoszą, szepcząc przez słuchawki  „Sleep tight tiger”. Mrrraaauuuu.. zzz…

Jest porywający. Choć Husky Rescue to przede wszystkim muzyka spokojna, nie znaczy to, że potrafi też przygrzmocić. Jeśli już to robi, najbardziej lubi to robić na zasadzie „od kamyczka do lawiny”. Najpierw mamy lekkie plumknięcia, które z czasem zamieniają się w cos mocniejszego- tempo, ilość dźwięków, napięcie, rosną by zakończyć wszystko triumfalnym, dreszczo-przyprawiającym grzmotem. Najlepszym tego przykładem będzie dziesięcominutowa, trzyczęściowa  ballada „Blueberry tree”. Nie brak również najprawdziwszych w świecie jamów w stylu floydowskiego „The Great Gig Is In The Sky” („Rainbow Flows”), czy orientalno-bonobowego „Mean Street”.

Skoro mowa o Floydach- jest floydowski. Żadna to odkrywacza inspiracja, ale i w muzyce Husky Rescue czuć twórczość Gilmour’a i spółki. Najbardzie wyczuwalnymi, jak dla mnie, płytami sa tutaj „Dark side Of The Moon” i „Wish You Were Here„. Dla mnie bomba! 

Jest kolorowy. Magiczny Husky Rescue sam zaczarowywuje. Ich piosenki, to przede wszystkim smaczki-skarby, których poszukiwanie uzależnia. Ilekroć nie włączam którejkolwiek z ich płyt, zawsze słyszę coś innego. To jak patrzenie w kalejdoskop- zawsze kolorowo, ale też zawsze inaczej. Tak- HuskyRescue to muzyka niesamowicie barwna, szczegółowa: plumknięcia, cymbałki, „lewitujące gitary” ( ciekawe czy zgadniecie o co mi chodzi:) ), delikatny, ale jakże tajemniczy wokal pani Reety-Leeny Korhola, grzmoty, poukrywane sekcje dęte, smyczkowe, wyszukane, pogłosowe tła, chórki, szepty… Tak można w nieskończoność. Wszystko to czeka aby zostać odkrytym i zarazić was fetyszem muzyki z północnej Europy.

„To melancholijna muzyka, ale pełna nadziei. Muzyka Husky Rescue jest jak pierwszy śnieg na ziemi, kiedy jeszcze można nadal zobaczyć pod nim zieloną trawę. Jest jak wiosenny promień słońca po długiej, mrocznej, bezsłonecznej zimie.”- tak o swojej muzyce mówi sam założyciel Marko Nyberg. Czego chcieć więcej,uratujcie husky’iego i dajcie się mu odzwiędczyć…

 Od tej piosenki zaczęła się moja przygoda: http://www.youtube.com/watch?v=BWqVIm4bAQM

Szadi

The Go Find – Stars on the wall

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Grudzień 8, 2008 by headphonesporno

Mam wiele płyt do których wracam na okrągło, czuję się jak płotka złowiona na wielkim sentymentalnym połowie, z jednej strony jest to miłe, ale z drugiej smutne bo mam wrażenie że rok w rok budzę się w tym samym miejscu, moja twarz wygląda tak samo, lustro brudne jak zawsze,tylko jakoś dziwnie mam ręce pomarszczone.
Na zimowe dnie które zazwyczaj kończą się dosyć szybko, na spacery czy nawet patrzenie się w okno, bratnią duszą mogą być koledzy z The go find, koledzy bardzo ciepli i wyrozumiali

Stars on the wall to kojąca propozycja na dobijający okres pełen huśtawek emocjonalnych i rozterek wszelakiego rodzaju, zwodzić was na pewno będzie bardzo delikatny głos wokalisty , ale skoro mnie on nie przeszkadza, wam tym bardziej nie powinien. Mocną stroną tego krążka jest spora dawka łagodnych elektronicznych dzwięków połączonych z przyjemnymi dla ucha gitarowymi wstawkami ,na pierwszy rzut ucha dosyć naiwnymi, błahymi i lekkimi, ale nie mowa tutaj o czymś iście diabelskim jeśli chodzi o muzyczne kompozycje, tylko łagodne pioseneczki, które bez oporu przejdą przez ucho i nie koniecznie zostaną  zapomniane, uwierzcie że tak się nie stanie.Ten krążek to mała popowa odskocznia, zrelaksujmy się, napijmy czegoś gorącego, np „kakała” i podumajmy sobie, czy św mikołaj istnieje, co mi przyniesie, i czy Bożenka doda mnie do znajomych na naszej klasie.
 

Tapczan

Daedelus – fair weather friends

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , on Czerwiec 27, 2008 by headphonesporno

Daedelus , właściwie Alfred Darlington to kolejny wywrotowiec szyldu ninja Tune.
Twórczosci Alfreda nie zaszufladkuje sie i to jest w nim piękne, Cut’n paste, Broken Beats, a nawet Avant hip hop, brzmi całkiem inaczej i całkiem fajnie pod warunkiem ze wiemy co sie za tym kryje, tak wiece kryje sie spora dawka elektronicznego łomotu, łomotu na tyle sprecyzowanego ze miłego do odsłuchania i nawet do spokojnego pokiwania stopą czy palcem.
Biorąc pod uwagę poprzednie dokonania pana Alfreda to jest o czym pisać, pisać nie będe bo chce sie skupić na dokonaniach bardziej teraźniejszych , a jego teraźniejsza płytą jest Fair Weather Friends. Przyznam ze czekałem na te wypociny nie wiedząc ze wypocinami będą, miałem okazje posłuchać kawałka promującego płytę czyli właśnie tytułowe Fire Weather Friend i przyznam ze doznałem szoku, wiec byłem przygotowany na nie lada dobrą dawkę muzycznych sklejek i eksperymentów , ale sie przeliczyłem.
Istnieje pojęcie „Avant techno” czy po prostu techno dla tych bardziej wybrednych, ja oczywiście takiego pojęcia nie uznaje bo techno to techno, tak wiec niestety drogi Alfred poszedł w strone „Avant Techna” no bo inaczej tego nazwac nie można, co prawda nie jest to coś w stylu „kanikuł” ale czuć tutaj charakterystyczne Umc Umc Umc, ja tego nie kupuje, i to co zrobił mi sie poprostu nie podoba,Alfred na dzień dzisiejszy może podać ręke polskim gejom na paradzie równości z Jacykowem na czele i energicznie wykonywać nie bardzo skoordynowane ruchy ciała i czyścić nos z białych grudek. Tak wiec drogi Alfredzie..lubie cię, ale ogarnij się.

Tapczan

Promise and the Monster- Transparent Knives

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , on Czerwiec 13, 2008 by headphonesporno

Gdzieś w północnej Skandynawii, pośród gęstych lasów i jezior polodowcowych ukryta jest magiczna kraina. W ciągu dnia jest to tylko kawałek lasu, krzaki, niczym nie wyrózniający sie krajobraz. Wieczorem jednak, wraz z pojawieniem się księżyca to miejsce zamienia się w tętniącą magią i tejemniczością krainę, pełną elfów, wróżek, baśniowych postaci i niewyjaśnionych zjawisk. Gdzieś pośród wszystkich tych stworzeń siedzi i śpiewa Billie Lindahl- pół człowiek pół elf, królowa tej krainy. Do brzmienia, jej magicznie brzmiącej, hipnotyzującej gitary wplątują się niezauważalnie dźwięki klawiszy, smyczków, cymbałków i dzwoneczków a to wszystko połączone z jej nadludzkim głosem sprawia, że każdy kto usłyszy te melodie, zostaje w krainie na dłużej i jeszcze nie raz tam wróci. Osobą która odkryła to fenomenalne zjawisko jest Jose Gonzales, który pokazał Billie całemu światu i zachęcił do odwiedzania tego cudownego miejsca. Któregoś wieczoru spróbowałem i nie żaluje ani trochę. Udajcie się w tą podróż i wy, naprawdę warto!

Szadi

Blockhead – Uncle Tony’s Coloring Book

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Maj 22, 2008 by headphonesporno


Blockhead to pochodżący z Nowego Yorku artysta, procudent, dj, taki człek orkiestra, inspiracja hip hopem, ale to raczej „hip hop dla inteligentów” , bo to co tworzy szeroko wypływa poza granice tego zjawiska. Blockheada wydaje wytwórnia Ninja Tune, najlepsza wytwórnia muzyki alt elektro bla bla bla dla której między innymi nagrywa nasz Skalpel, sama przynależność do szyldu Ninja Tune mówi sama za siebie.
James Simon to pewnego rodzaju fenomen, indywidualny styl i odschool, zabawa samplami, efekt domino, mozaika dźwięków, ale tez ciemny zadymiony momentami wręcz brzmiący jak marsz żałobny styl dobija, ale tez rozwesela, i uśmiech na twarzy pojawia sie przy jego nowej propozycji
Uncle Tonys Coloring Book , jak twierdzi sam Simon, chciał taką płytę nagrać, i wielkie dzięki mu za to. Cały krążek to totalne przeciwieństwo jego 2 poprzednich płyt, aczkolwiek czuć tutaj charakterystyczne brzmienie perkusji czy tez zmiksowane zniekształcone dźwięki pseudo wokalu, jego uniwersalność i ekspresja jest porażająca, bawi sie brzmieniem i odbiorcą. Zmieszał on wszystko ze wszystkim, folk, country, disco ,jazz , funk , hip hop , nie zabrakło tutaj nawet inspiracją polskimi artystami , na „Music by Covelight” można było usłyszeć zlepki z Paktofoniki,tak tutaj Simon użył kilku sekundowy fragment hejnału z wieży mariackiej w „Cheery up you’re not dead” . Taka kolorowa mentalna wycieczka do celu który sami sobie obierzecie.

Tapczan

The GO ! Team – Proof of Youth

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Maj 11, 2008 by headphonesporno


Wyobraźmy sobie filmy policyjne z lat 70, pościgi na ulicach san francisco, bujne czupryny afro amerykanów, trampki, kolorowe spodenki, disco-funk-electro boogie , boomboxy, jazz i rap , i całą energie rockendrollowych buntowników , wrzućmy to wszystko do jednego kotła i wymieszajmy, żadnych skutków ubocznych , żadnych niekontrolowanych reakcji, na pierwszy rzut oka ten mix nie ma prawa bytu….Ha ! nic bardziej mylnego. Od pierwszej sekundy włączenia tej płyty całkowiecie ten sam obraz ma sie przed oczami, z radości chce sie wyjść na ulice, biegać po kolorowych ulicach pełnych kwiatów, skakać na skakance , zapomnieć, poczuć sie jak dziecko na placu zabaw, Ta płyta całkowicie przenosi w inny świat, jest dowodem na to ze mimo kryzysu jaki panuje , jest jeszcze miejsce na eksperymenty, na eksperymenty udane , indywidualne, niepowtarzalne. „Naiwność” tej płyty jest tak piękna ze chcemy wracać do niej bez opamiętania,ciągle i ciągle, mózg zrobi sie malutki i lata jak piłeczki podczas kumulacji multi-lotka. Płyta jest wyjątkowa, rzadko ma sie do czynienia z muzyka tak dobrą a zarazem prostą

Tapczan

%d blogerów lubi to: