Archiwum dla 2004

Husky Rescue czyli skandynawski duszek

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , on Wrzesień 27, 2009 by headphonesporno

Husky Rescue to zespół z Finlandii. Gdybym ich nie znał, wystarczyłby mi ten fakt, aby sięgnąć po ich płytę. Skandynawia, choć wcale nie wiem o niej dużo, zawsze wydawała mi się być jednym z bardziej magicznych miejsc w Europie ( nie licząc oczywiście moich kochanych wschodnich stron słowiańskich <3). Z Finladnią czy Danią mam tak samo jak z Islandią- zawsze gdy trafi mi w ręce płyta właśnie z tych stron, zastanawiam się: „czym tym razem mnie zaskoczą?”. No i zaskakują. Weźmy taką Promise and the Monster, o której pisałem. Kto słyszał i poczuł, ten wie o co chodzi. Kto nie- nich czyta dalej. Jest „coś” co sprawia, że muzyka skandynawska wciąga, hipnotyzuje. To „coś” bez wątpienia mają Husky Rescue, o których ostatnio przypomniałem sobie szukając pod „H” Huphrey’a Lattelton’a, ale o nim innym razem.

           

No więc mamy Husky Rescue. Długoletnie inspiracje  fińskim filmem, fińską architekturą, finńską przyrodą ( Viva la Findandia!) tknęły pewnego dnia, niejakiego Marko Nyberg’a by stworzyć projekt muzyczny, który z czasem rozrósł sie do pięciosobowej formacji. Wydali dwie płyty: Country Falls (2004) i Ghost Is Not Real (2007). Jest jeszcze Other World (2007), ale to się nie liczy bo to remixy. Nie będę osobno pisał o płycie Jeden i o płycie Dwa, jako że obie są równe pod względem swojej fantastyczności; utwory z nich można by śmiało pozamieniać miejscami i datami urodzin i wciąż wspomniane „coś”.  A czym jest to „coś”? To poruszany wcześniej skandynawski duszek.

A jaki jest skandynawski duszek?

Jest rozmarzony. Chyba za często używam tego epitetu na tym blogu, ale trudno się mówi- delikatna elektronika. Husky Rescue, nie grzeszy dźwiękami od pana komputera a proporcja komputer:gitara i przyjaciele, jest wyszukana, dzięki czemu, wolne utwory, których na obu płytach trochę jest, zmniejszają naszą wagę do paru gramów a nastepnie skandynawskim powiewem unoszą, szepcząc przez słuchawki  „Sleep tight tiger”. Mrrraaauuuu.. zzz…

Jest porywający. Choć Husky Rescue to przede wszystkim muzyka spokojna, nie znaczy to, że potrafi też przygrzmocić. Jeśli już to robi, najbardziej lubi to robić na zasadzie „od kamyczka do lawiny”. Najpierw mamy lekkie plumknięcia, które z czasem zamieniają się w cos mocniejszego- tempo, ilość dźwięków, napięcie, rosną by zakończyć wszystko triumfalnym, dreszczo-przyprawiającym grzmotem. Najlepszym tego przykładem będzie dziesięcominutowa, trzyczęściowa  ballada „Blueberry tree”. Nie brak również najprawdziwszych w świecie jamów w stylu floydowskiego „The Great Gig Is In The Sky” („Rainbow Flows”), czy orientalno-bonobowego „Mean Street”.

Skoro mowa o Floydach- jest floydowski. Żadna to odkrywacza inspiracja, ale i w muzyce Husky Rescue czuć twórczość Gilmour’a i spółki. Najbardzie wyczuwalnymi, jak dla mnie, płytami sa tutaj „Dark side Of The Moon” i „Wish You Were Here„. Dla mnie bomba! 

Jest kolorowy. Magiczny Husky Rescue sam zaczarowywuje. Ich piosenki, to przede wszystkim smaczki-skarby, których poszukiwanie uzależnia. Ilekroć nie włączam którejkolwiek z ich płyt, zawsze słyszę coś innego. To jak patrzenie w kalejdoskop- zawsze kolorowo, ale też zawsze inaczej. Tak- HuskyRescue to muzyka niesamowicie barwna, szczegółowa: plumknięcia, cymbałki, „lewitujące gitary” ( ciekawe czy zgadniecie o co mi chodzi:) ), delikatny, ale jakże tajemniczy wokal pani Reety-Leeny Korhola, grzmoty, poukrywane sekcje dęte, smyczkowe, wyszukane, pogłosowe tła, chórki, szepty… Tak można w nieskończoność. Wszystko to czeka aby zostać odkrytym i zarazić was fetyszem muzyki z północnej Europy.

„To melancholijna muzyka, ale pełna nadziei. Muzyka Husky Rescue jest jak pierwszy śnieg na ziemi, kiedy jeszcze można nadal zobaczyć pod nim zieloną trawę. Jest jak wiosenny promień słońca po długiej, mrocznej, bezsłonecznej zimie.”- tak o swojej muzyce mówi sam założyciel Marko Nyberg. Czego chcieć więcej,uratujcie husky’iego i dajcie się mu odzwiędczyć…

 Od tej piosenki zaczęła się moja przygoda: http://www.youtube.com/watch?v=BWqVIm4bAQM

Szadi

White Magic – Through The Sun Door

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , on Styczeń 18, 2009 by headphonesporno
Brak schematu to największa zaleta tego albumu,
manieryczny głos i nietuźinkowe  kompozycje tworzą pewnego rodzaju hermetyczną kulę 
bez początku i bez końca, kulę dość ciemną i zadymioną, jest w tym albumie
jednak coś co przyciąga i absorbuje ,Mira Billotte nie zabiera nas w krainę ciepłą i słoneczną
zabiera w odległe miejsca o których nie śniło się nawet Marco polo.
Nowe-stare piosenki nie do końca folkowe, jednak smacznie psychodeliczne, organiczne, momentami idealnie komponujące się z biciem serca, regularnymi cyklami jak w zegarku.
Ta płyta złapie was za gardło i delikatnie przydusi , o tak !

 

Tapczan

 

Citizen Cope -The Clarence Greenwood Recordings

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Listopad 13, 2008 by headphonesporno

Jest naiwnie, jest nijak.
Fałsz tej płyty bije na kolana, leje nas po żebrach, kuje palcami po oczach.
Dziwna moda się zrodziła , nagle każdy chce grać pseudo funka, pseudo jamajkę, pseudo rap, nietrafny zabieg.
Ale trafny dla przeciętnego słuchacza, który skupia się na  ładnym refreniku, i żeby pan który śpiewa miał ładne ząbki i ładne oczka, reszta się nie liczy , tutaj nie gra żadnej roli  przekaz, prawdziwośc, nie liczą się uczucia,w taki sposob napędzie sie machine która nabiera rozmachu, i nabiera rozmachu na tyle na ile jej pozwalamy, a niestety pozwalamy, nawet nieświadomie.
Słuchając tej płyty czułem się jak by mnie ktoś gwałcił, katował, zmuszał do picia mleka, robiło mi się mdło , a na koniec zwymiotowałem.
Jeśli preferujecie hiciory rodem z MTV w stylu „Dido” ( nie myllić z Dildo ) pomieszane z „Shagim” to zachęcam.

Tapczanek aka Andrzej aka Ja

Max Richter- The blue notebooks

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , on Wrzesień 2, 2008 by headphonesporno

„Februrary the tenth, Sunday- noise…peace…”

Zastanawialiście sie kiedyś może wyglądać muzyka klasyczna XXI wieku? Max Richter to niemiecki kompozytor, pianista, który połączył tradycyjne dla muzyki klasycznej instrumenty z lekką, ale jakże wyszukaną elektroniką, dając w ten sposób odpowiedź na pytanie, bedące pierwszym zdaniem tej notatki. Niebieskie Notatniki nazwałbym neo-klasycznym minimalem. Mimo, że utwory są mało skomplikowane, bez jakiegoś szczególnego przesytu dźwiękowego, to całościowo tworzą coś niesamowitego. Wśród nostalgicznych duetów pianino-wiolonczelowych, uda się nam wychwycić śpiew ptaka, dźwięk pociągu albo samochodu a w niektóre utowry sprytnie została wpleciona recytacja wybranych fragmentów poezji Kawki i Miłosza (tak, tego Miłosza!) przez aktorkę Tildę Swindon na tle dźwieków maszyny do pisania. Biorąc wszystko do kupy mamy tu genialną płytę gdzie minimalnie użyte pianino, wiolonczela czy harfa połączone z subtelną, delikatną elektroniką, budują paradokslanie przyjemną atmosferę nostalgii i niepokoju. Malowanie dźwiekiem, odłączenie duszy od ciała, odłączenie ciała od świata. Zamknijcie zatem oczy i puście The Blue notebooks w pierwszy jesienny wieczór, który nadejdzie już niebawem…nie pożałujecie. (7.7/10)

Szadi

Sufjan Stevens – Seven Swans

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Sierpień 31, 2008 by headphonesporno

W takich chwilach chciał bym spać w starym cadilaku, mieć kapelusik, słomę w buzi
dziurawe jeansy i śmierdzącą koszulkę, leżeć w polu kukurydzy, sam.
Hipokryta ? być może, ale to mało istotne, istotne jest to jak człowiek potrafi być manipulowany przez rzeczy na pierwszy rzut oka proste.
Sufjan, to imię odziedziczył od założyciela ponad religijnej organizacji subud, do której
należeli jego rodzice, Stevens po Farmerze.
Obecnie sufjan mieszka na brooklynie w nowym jorku w pobliżu kensington, jego brat jest
biegaczem maratońskim. kogo to interesuje ??
pewnie nikogo ale chodzi mi tutaj o jedno, o przedstawienie jednego z najbardziej cenionych twórców niezależnych jako normalnego człowieka, który ma wiele do powiedzenia, nie wstydzi sie potępienia, krytyki, nie wstydzi się po prostu normalności co dzisiaj jest odpowiedzią na
odwagę.
Płyta seven svans to nawiązanie do biblii, i napisana także w oparciu o biblie, banjo, gitara, fortepian, oboj i wibrafon i słowa „kochaj Bliźniego” nabiera tutaj innego wymiaru, ta płyta jest pełna refleksji, przemyśleń, spokoju i ciszy, wyrywa nas gdzieś gdzie nie ma nikogo, podświadomie podpowiada nam abyśmy odizolowali se chociaż na chwile, i powiem wam ze to działa, nie ma sensu zgrywać twardziela i udawać, po prostu trzeba posłuchać i powędrować
w zakątki czy to naszej wyobraźni czy miejsca które jest dla nas wyjątkowe, sentyment tej muzyki otwiera nam oczy i obmywa, po prostu cieszmy się życiem

Don Tapczan

Red Sparowes – At the soundless dawn

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , on Maj 30, 2008 by headphonesporno


Rock umarł , jak dla mnie , spoczywa we Francji koło Balzaca i Moliera, miał brodę, kapelusz, i lubiał pić, picie traktował jako kontynuacja tradycji, początkowo lubiał dziewczyny, dobrą zabawe, potem minipulował, wszczynał bunt,wszczynał go tak dobrze ze nadal sie buntują, ale już nie z taką częstotliwoscią. Za pojęciem Rock kryje sie wiele, pojęcie względne, o ile źle interpretowane może przysporzyć wielu problemów, już nie wspominając jakich, dla laika „dobrym Rockiem” jest Marylin Majson, dla tego bardziej ogarniętego The doors, dla zdezoriętowanych „Hary kryszna” The Beatles.
Postęp jaki jest kolosalny, ale oczywiście nie na korzyść rozwoju muzyki popularnej, przysparza więcej złego niż dobrego , co raz to drętwiejsze twarze uciaćkanych ukrywających sie za twardą miną gejów albo zbuntowanych 18-latków, który buntuje sie tak..ze po prostu nie je obiadu który mu naszykowała mama, wszystko zmierza ku czarnej dziurze, dlaczego ktoś chwali zespół który jest rasową podróbkę zespołu grającego 30 lat wcześniej ? dlaczego brakuje dzisiaj uczuć, tej magii, przecież muzyka rockowa kształtowała świadomość całej ludzkości, nawet prezydent Nixon nie dał rady w walce z nią, ona wychowała naszych dziadków, naszych ojców, przykre jest takie niedocenienie ogromu jej znaczenia. Red Sparowes to projekt ludzi na co dzień grających w całkiem innych kapelach, być może grają dla zabicia nudy, bo nic nie leci w TV, być może mają nam coś ważnego do przekazania, to ze rock jeszcze iskrzy , i iskrzyć będzie dzięki takim płytom

Tapczanek

Myslovitz- Skalary Mieczyki i Neonki

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , on Maj 22, 2008 by headphonesporno

 

Oto druga twarz Myslovitz. Niezbadana, nieznana, tajemnicza. Po prawie dziesięciu latach dennego uderzania w gitary, pisaniu piosenek ABABCB o Peggy Brown, Peggy Sue czy innych Marylin Monroe, zespół postanowił (naczuczyli się?) totalnie otworzyć. Wypuścili na wolność coś czego zalążkiem dawno temu było genialne”Good day my angel”. Zero ograniczeń, zero zasad, zero poprawek, czyste improwiazcje- tak sobie obiecywali w czasie sesji nagraniowej. I proszę- udało się . W jednym z wywiadów powiedzieli, że sytuacji typu „źle zagrałeś, powtórz to, to nie pasuje” nie było prawie w ogóle. I co z tego, że wydali na siebie wyrok ze strony połowy swoich fanów?! „Skalary…” było wielkim ryzykiem, które się oplaciło. Udowodnili, że Myslovitz to nie tylko Polski zespół od melodyjnych hitów a’la „Chłopcy”, z dobrymi tekstami, jadący na britpopie. Udowodnili wszystkim, że są osobami z naprawdę ogromną wiedzą muzyczną, szerokimi horyzontami oraz zdolnościami godnymi pozazdroszczenia przez innych muzyków. Pokazali, że w dzisiejszych czasach, rządzonych przez komercję, da się stworzyć manifest wolności; da się stać obok… nie! Nie obok! NAD! tym wszystkim! I co najważnijesze moim zdaniem, pokazali nie tylko swoją dojrzałość, ale i też zainicjowali wielkie dorastanie wśród polskich fanów. Pokazali, że w Polsce „tak też się gra”; zaczęli nas, przyzwyczajać do tego, że muzyka może być z jajami, a nie, tylko, z fajnym refrenem.
Posłuchajcie „Skalary Mieczyki i Neonki”, bo warto. Chociażby, po to żeby zobaczeć jakich mamy w Polsce zdolnych muzyków i nie mówie tu tylko o Rojku. Mówie tu też o Przemku Myszorze, Wojtku Powadze i braciach Jacku i Wojtku Kuderskich. Bo to oni kiedyś staną w szeregu z Kopernikiem, Miłoszem czy Curie.
 
Szadi
%d blogerów lubi to: