Ściągam majtki

Kiedy zakładaliśmy z Tapczanem tego bloga, jakieś 3 lata temu (Matko Boska Przenajświętsza Kochana i Jezusie Zbawicielu Narodów Świata już 3 lata?!) Tapczan powiedział: „nie ma mowy, o niektórych płytach nie napiszę nigdy. Za bardzo je kocham, żeby jakiś niegodny idiota ich słuchał, nie docenił, nie zrozumiał i uznał na gówno. Nie ma mowy.” Wtedy uznałem to za głupie i konsekwentnie na pierwszy ogień poleciałem z marną recenzją kapitalnej płyty. Dziś by to inaczej rozegrał, bo zacząłem dostrzegać sens w słowach Tapczana. Z drugiej strony, przecież nie tylko idioci tu zaglądają. Niech chociaż jedna osoba na 30 zrozumie płytę dokładnie w ten sam sposób co ja to mogę umierać spokojnie. No więc, dobra, niech będzie. Oto moje piękno. Mój skarb, którym Tapczan na moim miejscu nigdy by się nie podzielił. Jedna z pierwszych płyt, które kupiłem, gdy stwierdziłem, że płyty trzeba jednak kupować. Pierwsza płyta na tym blogu z oceną maksymalną. Czysty geniusz. Nie będę wam pisał, co to, kto to, z czym to się je. Sprawdźcie sobie sami. Chwilę już czytacie tego bloga, więc wiecie co mi w duszy gra. Jeśli koniec świata jest jutro, to zaraz odpalam ten album.(10/10 – dziesięć na dziesięć)

Reklamy

komentarze 2 to “Ściągam majtki”

  1. ja już walczę cztery lata (też się zastanawiam, jak ten czas zapieprza) i mam podobne spostrzeżenia. Nie zaglądam na archiwum mojego bloga, boje się. Jednak w pewien sposób obrazuje to pewnego rodzaju ewolucje gustu, która chyba nigdy się nie skończy bo słucham to coraz innych rzeczy i coś co mi kiedyś nie podchodziło jest teraz dla czymś wyjątkowym a coś co kiedyś ubóstwiałem czasem jest jednym wielkim „wtf?”.

    P.S. Gdzie jest Tapczan?

  2. U mnie nie do końca tak jest. Płyty, o których pisałem na początku wciąż bardzo mi się podobają, jednak sposób w jaki o nich pisałem jest dziś dla mnie odrażający i to bardziej dlatego nie lubię patrzeć, co słychać tam, na drugim końcu bloga. Ewolucja gustu swoją drogą, ale chyba nigdy żadna płyta przestała mi się podobać.

    Tapczan, mówiąc najprościej to popieprzył. Nie chciało mu się pisać, coraz częściej występowały sytuacje gdzie zmuszałem go nabazgrania czegoś, co potem musiałem często poprawiać, żeby tekst miał ręce i nogi. Poza tym, życie sprawiło, że T. słuchał coraz miej muzyki. To przestawało mieć sens, jego aktywność sukcesywnie zanikała, aż ostatecznie, bez żadnych konfrontacji blog zaczął mieć jednego właściciela – mnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: