Archiwum dla Marzec, 2011

Radiohead z cyckami, czyli o kobietach…

Posted in O muzyce raczej na poważnie with tags , , , , , , , , , on Marzec 28, 2011 by headphonesporno

Wszystkie moje cycate fanki, groupies, pseudofanki, sexfanki, fanki, czytelników i haterów przepraszam za mosiężne lenistwo w karmieniu blogaska. Świat sportu, pracy, edukacji i 40% napojów wciągnął mnie sycie i coraz częściej ostatnie na co mam ochotę to stukanie… w klawiaturę. A mój mag w Dragon Age II też sam sobie skills’ów nie nabije. Spokojnie rjebjata, żaden kres nie nadciąga, koniec roku w 2012 aktualny już nie jest, więc Headphonesporno zostanie zamknięte tylko jak umrze Thom Yorke. Albo Justin Vernon. Albo jak się Fleet Foxes rozpadną. Nieważne. Blog żyje, póki mam uszy i zwinne paluszki.

Wiosna przyszła, coraz częściej szpilki zastępują ocieplane Emu, sukienki spodnie, bluzeczki z dekoltem polary, więc nic dziwnego, że o kobietach chce się myśleć, mówić, pisać, chce się kobiety mieć na kolanach no i w słuchawkach. Przedstawiam wam parę przedstawicielek płci pięknej, które sprawiają, że się ostatnimi czasy rozpływam.

Sussane SundfØer – The Brothel

 To Wielka Spóźniona w moich wyborach na płytę roku 2010. To Wielka Poszukiwana w mojej półkowej dyskografii. To moja nowa Wielka Miłość w każdym tego słowa znaczeniu. To WIELKA artystka, której znajomość jest jak paciorek przed obiadem.

Zuzia, Norweżka, feministka, laureatka paru ważnych muzycznych nagród nie podbiła mojego serca. Ona je zjadła. Co więcej ona skończyła szkołę muzyczną! W Polsce po takim wyczynie człowiek umie wszystko, tylko nie tworzyć dobrej muzyki. Zuzia, nie mogła być wzorową uczennicą. Na pewno nie wracała grzecznie ze swoimi nutkami do domciu po zajęciach, żeby ćwiczyć do późna do pianinie i pójść spać o 21. Z zajęć też się musiała zrywać, bo jak wytłumaczymy teksty o romansach czy nazywanie swojego albumu Burdel? Zajęcia ze śpiewu Zuzia jednak zaliczyła wszystkie – to co na (w) Burdelu można usłyszeć, przyprawia o gęsią skórkę od pierwszych sekund. Zuzi zachwyca nas potężnym, pewnym i intrygującym wokalem, który jak chce poszepcze, pokrzyczy, pomruczy a nawet pośpiewa sakralnie (genialny closer „Father Father”). A na czym się ten wokal ślizga?  Na kapitalnie wyproporcjonowanej, melodyczne, bardzo rejdjołhedowej i pełnej zaskakujących przejść mieszance elektroniki, smyczków, przeróżnych klawiszy  i rocka. Ta płyta jest bardziej niż doskonała i bardziej niż obowiązkowa. Nie wierzycie? Ten Burdel to czysta przyjemność! (8.0/10)

Shara Worden /Sarah Kirkland Snider / Signal – Penelope

Puk puk. U progu zjawia się mężczyzna, na którego ona czekała tyle czasu. Walczył na wojnie 20 lat i teraz wrócił do domu…  Ogromna trauma,  uraz mózgu a skutek tego kompletna pustka we wspomnieniach są jedynymi rzeczami, które przywiózł z wojny. Nie wie kim jest, gdzie jest i przed kim stoi, podczas gdy ona wciąż widzi w nim mężczyznę, którego kocha tak samo jak kochała 20 lat temu. Pamięta wszystkie szczegóły, spotkania, pocałunki, wspólne tańce do walca. Kiedyś para kochanków, teraz kochająca żona i emocjonalnie jałowy bezimienny, w którym ona widzi wszystko a on w niej nic. Do domu wróciło tylko jego ciało. Dzień za dniem, w nadziei, że i dusza powróci  ona  czyta mu „Odyseję” Homera. W linijkach zaczyna zauważać sposób na dotarcie do jego zagubionego umysłu, do jego wspomnień, uczuć, do niego samego.  Myślicie że wróci? Co może się kryć pod tytułem ostatniej piosenki „As he looks out to sea”? Czym naprawdę jest powrót do domu? O tym Sarah Kirkland napisała muzykę, o tym Shara Worden (ta sama Shara, którą kocham z My Brightest Diamond) zaśpiewała, o tym Signal gra. O tym opowiada neo-klasyczny projekt Penelope a ja o tym wam piszę a wy macie to uważnie przesłuchać, gdyż jest to jeden z najbardziej poruszających projektów muzycznych ostatniego czasu. Urywkowo skonsumowane traci sens, więc tu jest całość. (8.0/10)

Szadi

Reklamy
%d blogerów lubi to: